Kategorie
Perfumy

Dior Addict: recenzja

Christian Dior Addict
Fascynującą rzeczą w perfumerii jest to, jak bardzo różnie może pachnieć ta sama nuta. Nie tylko pod względem jakości, ale także niuansów i tekstury. Są głębokie róże i róże cytrusowe, gorzkie liście i świeże liście, ziemiste i czyste kwiaty i tak dalej…

Wciąż pamiętam moje zaskoczenie, kiedy testowałam Dior Addict po raz pierwszy. Pamiętając do z wcześniejszych wydań, był to wanilinowy i orientalny zapach. Spodziewałam się więc czegoś ciepłego i słodkiego, idącego na przykład wzdłuż linii Mon Guerlain, lub gęsty i słodkiego, jak Dior Hypnotic Poison. Cóż, Dior Addict jest rzeczywiście bardzo waniliowy… ale nie tak, jak się spodziewałam!

Pierwotnie wprowadzony na rynek w 2002 roku w ciemnoniebieskiej butelce ze złotymi akcentami, a następnie przeformułowany dwukrotnie w 2012 i 2014 roku (och, Dior! Dlaczego?), jest dziełem wewnętrznego perfumiarza Francois Demachy. Obecna formuła jest dostępna w butelce bardzo podobnej do oryginału, ale ze srebrnymi detalami. Jednak te wszystkie kolejne zmiany następujące w obrębie jednego zapachu i jego formuły są wręcz podstępne i bardzo mylące.

Addict marki Dior to ciekawa kreacja. Jest prosty, ale zniuansowany i prezentuje swoje nuty w wyjątkowy sposób. Uważam, że jest on głównie linearny, z akordami tańczącymi mniej więcej w tym samym czasie. W pierwszym etapie nuty górne są nieco bardziej uwydatnione, a suchość staje się bardziej drzewna, ale ogólnie pozostaje dość spójna. Wierzch tworzy krótkie wejście z nutą zielonej świeżości, nie wywołując właściwie liści. Serce podąża za chłodnym podejściem do jaśminu, z niewymienioną, ale hojną dawką przypraw. W moim nosie pachnie czarnym pieprzem? Dostaję również nutę kwiatu pomarańczy, mniej wyraźną niż jaśmin i niewystarczającą, aby zapach był słodki. Wreszcie baza zawiera również niewymienioną nutę dymnego drzewa sandałowego, a gwiazdą kompozycji jest wanilia.

Podczas gdy większość wanilii jest słodka tak jak u Prady w Candy Night, Dolce & Gabbana The One czy Armani Sì, lub ciepła i przytulna, nawet jeśli nie jest jadalna jak w Chanel Nº5 Eau Premiere lub Kenzo Flower, Dior Addict idzie w nieoczekiwanym kierunku. Wanilia tutaj jest intensywna i rozpoznawalna, ale zaskakująco chłodna, niesłodzona i pikantna. Zamiast creme brulee, słodkiego pudru lub ciepłych ciasteczek, kompozycja wyczarowuje garść ciemnych strąków wanilii. Pomyśl o suchym drewnie, a nie lukrze do babeczek.

Powstały zapach jest ciemny i głęboki, bezszwowa mieszanka akordów jaśminu, wanilii i drzewno-dymnych nut, a wszystko wykończone pieprzną chmurą. Waham się między stwierdzeniem, że to trochę chłodno pachnie, a stwierdzeniem, że jego głęboki, intensywny charakter sprawia, że ​​jest idealny na głęboką zimę. Oba są zgodne z moim nosem. Te perfumy kojarzą mi się z czarną, długą galowa suknią i ciemną szminką; wyjściem do teatru w ciemną, mglistą noc; granatowym gniecionym aksamitem. Według mnie wykazują podobieństwo do Dior Dune, Guerlain Samsara czy Chanel Coco Mademoiselle Intense. Idealne na sezon zimowy i bardziej przywołujące popołudnie i wieczór niż dzień.

Dior Addict nie pachnie tak, jak większość zapachów waniliowych, ani jak większość korzennych receptur (tutaj zero Chanel Coco lub YSL Opium z goździkiem i bursztynem!). Nawiasem mówiąc, to też nie przypomina mi wielu drzewnych perfum. Dobrze zaokrąglona i wyjątkowa esencja łączy w sobie naturalne poczucie krągłości wanilii, ale nie wywołuje powszechnych skojarzeń z jej z puszystością. Nie zrozumcie mnie teraz źle… Uwielbiam puszyste wanilie! Ale Addict to intrygujące, inne podejście do tej nuty i do tego bardzo dobrze wykonane!